poniedziałek, 16 lipca 2012

Sentymentalne letnie popołudnie z Winiarami

Dzisiaj na profilu Osiedla Winiary na Facebooku zobaczyłem bardzo fajny skan starej pocztówki z widokiem na koszary lotniska oraz słynną halę zeppelinów w Poznaniu. Wszystkie te obiekty znajdowały się na terenie obecnych Winograd, a dawniej była to część dzielnicy Winiary (Winogrady były niejako z Winiar wydzielone, ale to o wiele dłuższa historia). Obecnie przy przejściu dla pieszych na Al. Solidarności, pomiędzy osiedlami Przyjaźni a Zwycięstwa, są  zachowane resztki betonowego fundamentu tejże hali a w pobliskim parku, obok pętli tramwajowej w niezmienionym stanie od lat jest także betonowa kotwa, służąca niegdyś do cumowania tych pięknych, ogromnych sterowców. Jakakolwiek wzmianka o tych budowlach, przywodzi od razu wspomnienie mojej babci która wychowała się na polach, i bawiła się opodal. Taki wieli obiekt musiał się wyróżniać pomiędzy polami pszenicy, zagonami z truskawkami, małymi gospodarstwami, sadami oraz nielicznymi willami z prawdziwego zdarzenia. Urok tych przedmieść w latach 60-tych i 70-tych zburzyła "wielka płyta", tworząc już nie tak malowniczą i urozmaiconą dzielnicę zwykłych bloków i wieżowców. 



Analizując, przeglądając i wyszukując informacje o tych rodzinnych zakątkach, natrafiłem na fotografię z roku ok 1939 gdzie moja babcia z kokardą na głowie stoi z prababcia i swoim rodzeństwem, właśnie pomiędzy tymi, może i przaśnymi ale za to czystymi i bez spalin, zagonami. Jednak czyje są budynki w tle nie ma pewności. Zbierając informacje na temat rodziny w czasach szkolnych otrzymałem jedną ważną wskazówkę, należy fakty, informacje i daty zbierać póki jeszcze na to nie interesuje, bo kiedy już nabierzemy ochoty na badanie dziejów familii to nie będzie już osób które będą mogły nam coś opowiedzieć.


Jeżeli chcemy poczuć dawny klimat tej dzielnicy to polecam parę zakątków. Na pierwszym miejscu polecam okolicę Kościoła Św. Stanisława Kostki, jest tam parę parceli które zachowały dawny podmiejski charakter, wnętrze świątyni cechuje styl klasycystyczny z pewnymi naleciałościami międzywojnia kiedy to był budowany. Idąc od kościoła ulicą Sokoła mijamy po drodze drewniane domy (dawne domy osadnicze), i dochodzimy do części gdzie jest parę kamieniczek wybudowanych przez zamożnych mieszkańców wsi Winiary. Chaotyczność zabudowy jest pozostałością poprzednich epok z których każda nanosiła swoje zabudowy, dodatkowo bardzo pagórkowaty teren nie sprzyjał jakieś systematyzacji architektury. Idąc dalej dochodzimy do ryneczku przy ul. Urbanowskiej obok którego zachowane są domy należące do Bambrów winiarskich. Dodam jeszcze że spacer po Boninie to świetna okazja żeby zobaczyć wszystkie kapliczki, o których więcej dowiedzieć się można z Wikipedii. Podałem jedynie parę miejsc tej dzielnicy, więcej na temat utraconego uroku tego miejsca można poczytać w Kronice Miasta Poznania (4/2008), pod red. Jacka Wiesiołowskiego. Wracam do rzeczywistości, wspomnienia pozostawiam na następny weekend kiedy to postaram się wrzucić więcej materiałów związanych z Winiarami i Winogradami. 


niedziela, 24 czerwca 2012

résumé ostatnich tygodni

Résumé czyli streszczenie


Deszczowe noce są rzekomo inspirujące, jednak "duchota" poznańska nie pozwala na głębsze przemyślenia, dlatego po prostu podsumowuję sobie co zrobiłem w ostatnim czasie, co zaplanowałem, gdzie umknęły pieniądze. Jednak świadome spędzanie wolnych chwil przynosi taką radość lub zadowolenie jak spisywanie wydatków. Nie boli tak bardzo jeżeli wiemy na co poszły zarobione sumy. Chyba że bezmyślnie pozbywamy się pieniędzy. Szukając pracy parę lat temu natrafiłem w gabinecie niedoszłego pracodawcy  na hasło "Jeżeli zainwestujesz 1/10 zarobionych pieniędzy to czeka Ciebie obfita przyszłość", można oczywiście zostać stereotypowym przedwojennym hrabią i przepuścić cały majątek ;)

Czytelnictwo



"Jaśnie Panicz o Witoldzie Gombrowiczu" jest prezentem jaki sobie zrobiłem na urodziny. Z przesyłką był za połowę ceny w księgarni. Allegro jak zawsze niezawodne. Na razie leży na stosie innych pozycji do przeczytania jednak zaplanowałem że w trakcie urlopu nadrobię takie lektury jak właśnie ta (chcę dokończyć czytanie wszystkich kronik Miasta Poznania, które posiadam  oraz "W ziemiańskim dworze" Mai Łozińskiej. Dla tych którzy nie chcą aż tak bardzo zaangażować się w opasłe tomy polecam "Błękitną Krew" Magdaleny Samozwaniec. Satyryczne felietony - opowiastki przybliżają nam życie arystokracji po wojnie. Przewrotny obraz rozmiesza od pierwszych zdań ale podskórnie uświadamia nam jak bardzo stali się ubodzy finansowo ale za to bogaci intelektualnie lub chociaż charakterni.



Zakupem ostatnich tygodni jest seria retro-kryminałów Konrada T. Lewandowskiego, których akcja umieszczona jest w międzywojennej Polsce. Pierwsze były "Elektryczne Perły" które dosyć szybko znalazły się  na półce "przeczytane". Poznań, koniec lat dwudziestych i przygotowania do powszechnej wystawy krajowej (PeWuKa), okazuje się że w jednym tomie można umieścić życie prywatne dwóch mieszczańskich domostw, nie zawsze estetyczne i apetyczne dramaty ludzkie, dzieje komunikacji miejskiej, rys architektury a także same opowiadanie kryminalne. Najbardziej za serce chwyta postać pomocy domowej poznańskiej rodziny, gospodyni od "wielu lat", która to jest jednocześnie poznanianką, ma korzenie bamberskiej, jest patriotką, katoliczką, dobrze gotuje i jeszcze wspaniale mówi gwarą lokalną. Książka "Magnetyzer" jest jakby historią wcześniejszą gdzie ówczesne  śledztwo przeplata się z historią XVIII wieczną jednego z wojskowych. Mroczne zakamarki duszy, nieodkryte jeszcze przez Freuda są zabawką w rękach carskiego arystokraty. W międzyczasie "Bogini z labradoru" okazała się rozrywką za którą tęskniłem, czekałem cały dzień w pracy aby zagłębić się w tajemną historię z warszawskiej elity, podszytą wątkiem okultystycznym.

Właściwie to zapoznaję się z serią bardzo chaotycznie, co może być kłopotliwe by zrozumieć pewne wątki obyczajowe, jednak jako całość tworzy świetną kolekcję, którą stawiam obok Christie, w rzędzie "rozrywka intelektualno-kryminalna" 

Domostwo

Materiały na zasłony leżą od długiego czasu i czekają aż chętni go obszyją, wyprasują i powieszą ;) Podążanie za modą w tym sezonie okazało się jedynie przyjemnym powrotem do wspomnień sprzed paru lat. Jak zobaczyłem niebieskie poduszki (ultramaryna) w katalogu znanej firmy meblarskiej, jak katalogi domów mody ukazały plażowe sesje już wiedziałem że robimy powrót.
Do pełni szczęścia brakuje tylko białej półki z figurką mewy, miniaturą latarni oraz paroma muszlami. Przeglądam zawartość starych pudeł i chyba dużo nie trzeba kupować. Dodatkowo wystawiłem trochę kiczowatą pamiątkę znad morza, przywiezioną przez moich rodziców. Skromny jednak w miarę nieskomplikowany sposób na stworzenie atmosfery wakacyjnej. 






Żeby dopełnić obraz miłego lata dokupiłem dwie doniczki lawendy. Stoją na oknie i przywołują skojarzenia z ekologicznymi, ultranowoczesnymi domostwami. Nie wszystko musi być tradycyjne.  





Noc Muzeów



Cały wypad był inicjatywą chwili. W ciągu paru minut rozmowy udało się ustalić gdzie się spotykamy i co robimy. Trasę rozpoczynamy na ul. Mostowej w bardzo dobrze zrobionym muzeum Bambrów Poznańskich. Jest to nowoczesny budynek z trochę minimalistyczną oprawą  wystawy, jednak daje to przejrzystość w poznawaniu historii tych ludzi. Ponadto pięknie odtworzony tradycyjny dom, który tak dobrze zrósł się z poznańskimi mieszczańskimi domami w jeden styl wielkopolski, jest najlepszym przykładem jak to powinniśmy inwestować w muzea tego typu. Tutaj wchodzisz dosłownie w eksponat. Muzea Etnograficzne (w dawnym budynku Poznańskiej Loży Masońskiej) oraz Historii Miasta Poznania już tak bardzo nie powalają. Może czas na zmiany. Doceniam jednak to że wystawa w Ratuszu dotycząca naszego miasta jest bardzo dobrze doposażona i oglądając po kolei każdy eksponat  można spędzić wiele fajnych godzin.  W zeszłym roku odwiedziłem Galerie Malarstwa czyli główny oddział na Alejach Marcinkowskiego. Polecam każdemu poznaniakowi i nie tylko. Coraz bardziej innowacyjne podejście do eksponowania sztuki przyciąga widza, a to najważniejsze by się dokształcać.


Co dalej? 


Zaczynamy wakacje z deszczami, burzami oraz sprawdzoną i powieloną modą. Czy czeka nas coś ciekawego?? Czuję że będzie monotonnie ale każdy w tymże spokoju odpocznie. Prócz opisanych w tym poście przyjemności było multum kiepskich momentów, ale o tym nie tutaj. 


Każdy dzień przynosi coraz więcej inspiracji dlatego mogę spokojnie napisać że nowych postów będzie coraz więcej :) 

wtorek, 19 czerwca 2012

ściana reprezentacyjna

Witam!

Od dłuższego czasu nie publikowałem nic nowego jednak nadmiar bodźców zawsze powoduje skutek przeciwny do zamierzonego czyli uśpienie kreatywności. Połączenie Euro2012, przesilenia wiosennego oraz podsumowanie dokonań nie przyniosło oczekiwanej radości, jednak aby tak bardzo nie "smęcić" podkreślę że tak zwane poszukiwania wewnętrzne czyli samorozwój trzyma się dobrze.. 



Poczta dostarczyła moją wymarzoną publikację czyli "Jaśnie Panicz o Witoldzie Gombrowiczu" Joanny Siedleckiej, biografia arystokraty który stał się artystą oczami różnych ludzi z jego otoczenia. Siostra - polonistka polecała gorąco tą publikacje jako świadectwo "minionej epoki". 


Ściana.


Zwyczajny kawałek muru blokowego postanowiłem już dawno zmienić w trochę bardziej przyjazne miejsce. Poprzednia aranżacja tego korytarzyka (prowadzi do pokoju i jest naprzeciwko wnęki z szafami) składała się z przetartego parkietu oraz ciemnej tapety, imitującej ceglany mur z nieproporcjonalnych, brudnych pustaków. Szpachlowanie pozostawiłem mistrzowi. Może i ja posiądę kiedyś tę umiejętność?? :)
Jak w poprzednim projekcie po prostu zrobiłem przedłużenie pokoju, podłoga ta sama bez połączeń - progów, tutaj niepotrzebnych listew dylatacyjnych, farba dulux identyczna jak w pomieszczeniu do którego prowadzi, brakowało jedynie sztukaterii, jest to jednak do dopracowania. 





Oto ściana w całej okazałości, na razie jak widać się zapełnia. Prosta koncepcja ciągle zmieniającego się otoczenia akurat pasuje do tego projektu. Za jakiś czas zdjęcia mogą się  znudzić, ramki znaleźć inne zastosowanie a plakaty spłowieją. Najbardziej oczywistym dla mnie było umieszczenie zdjęcia pradziadka, które skontrastowałem z pustą ramką z ciemnego drewna oraz plakatem z epoki, jednak w bardziej graficznej tonacji. Lewa strona rodzinnej "tablicy" jakby odzwierciedla prawą - od góry biała ramka ze zdjęciem Londynu (nawiązuję do planowanej sztukaterii), ramka drewniana (dobrze odbija od bladoniebieskiej ściany) oraz fotografia z domu pradziadków (z innej "gałęzi" rodziny) sprzed II wojny światowej. Na samym dole kalendarz z gwiazdami kina sprzed półwiecza. 


Jak już przebrniecie przez moje techniczno-architektoniczne wywody to pochwalę się że wszystkim gościom podoba się to sprawdzone rozwiązanie, właściwie kluczem nie jest sama ściana ale to jak się komponuje wszystko co chcemy zawiesić. Zainteresowanym powiem że skrajny fragment pierwszego zdjęcia to po prostu bałagan "twórczy" ;))))







Największą radość sprawia wybieranie zdjęć, ale też wspominanie. Przy poprzednim projekcje było to wybierania zdjęć rodzinnych na o bardziej zapełnioną ścianę. 
Zaczynam lubić takie kreatywne lato :)

sobota, 14 kwietnia 2012

Wspomnienia niezwykłe, pamiątka jedyna.

Witam!


   Wielki Piątek był dnień sennymi ale i pełnym inspiracji. Pomiędzy przygotowaniem do porządków świąteczno-wiosennych, pracą a zakupami rozmyślałem nad tym który temat wrzucić tutaj. Wybierałem się z pisaniem jak sójka za morze bałtyckie, nie trzeba dodawać że wena zniknęła wraz z pojawieniem się romantycznej mgiełki nad polami i łąkami strzeszyńskimi.

  Strzeszyn leży obok Kiekrza... tam gdzie moja babcia spędziła dzieciństwo, tak wtedy jeszcze mała Genia uciekała przed Niemcami, czekała aż ojciec wróci z pracy (pradziadek był prawdziwym przedwojennym kolejarzem) i podjadała suche drożdże ;) Jedynie trzy przedmioty uchowały się z tamtych czasów,z tamtego domu w naszej części rodziny - Ikona Matki Boskiej, święty obrazek z aniołami podkolorowanymi i akt chrztu babci. W moim posiadaniu jest ikona a właściwie to nadruk lub malunek na okrągłej tafli szkła.

Niezwykły zbieg okoliczności pojawił się podczas wizyty u mojej ciotki - siostry drugiej babci. Na ścianie w jej kuchni widniał identyczny obrazek (!) jednak o wiele mniejszy. I usłyszałem wtedy historie:
  
 "Pod koniec wojny bombardowania nasiliły się, na [ulicy] Francuskiej siedzieliśmy w piwnicy  domu, i modliliśmy się, właśnie ten obraz uradował nasz dom, i przy tym uchronił naszą rodzinę"

Moja siostra sądzi że takie wizerunki były produkowane masowo jak na przedwojenną skalę i z pewnością wisiały w wielu domostwach. Mnie zachwycił cud wiary, jej moc. Chciałbym odnowić ikonę, oprawić ją. Nadal są to jednak plany. Dla wyjaśnienia dodam że przedwojenna ulicy Francuska znajdowała się na świeżo założonych Winogradach, dzielnicy wydzielonej z ogromnych Winiar która okalały od północy wzgórze winiarskie czyli Cytadelę. W trakcie walk Winogrady wraz z polami winiarskimi stały się przedpolem bitw o Fort Winiarski (Cytadelę) przez co zostały niemal doszczętnie zniszczone, do dnia dzisiejszego przy większych remontach czy budowach odkrywane są niewybuchy czy inne pamiątki wojenne. 

Przy okazji świąt żałuję że nie posłucham już żadnej historii, opowieści, relacji. Moich dziadków już dawno nie ma, ale to co usłyszałem chce spisać, może warto zdążyć póki nasi krewni są wśród nas, i chociażby posłuchać. Doskonale rozumiem że nie zawsze są to spójne, ciekawe i wciągające wspomnienia, jednak jak przychodzi czas kiedy jesteśmy tego spragnieni nie mamy do kogo się udać. 

Ikona w powiększeniu, wyostrzyłem kolory ponieważ zdjęcie wykonywałem w nieodpowiednim świetle.
Być może historia ta nie poruszyła waszych serc, jednak w czasie Świat kiedy to powinniśmy coś zmienić w sobie i nastawić się na nowe może warto docenić wysiłki naszych przodków, to w jaki sposób podchodzili oni do tradycji. Nie mając takich technologii i możliwości jak my potrafili pogodzić rekolekcje, drogę krzyżową, wiosenne porządki i pracę wraz z codziennymi obowiązkami. Mam świadomość mojego podejścia do przeszłości - cały szacunek można zawrzeć w dialogu z krewną.

- Po wojnie nie działała dłuższy czas komunikacja miejska, jak wtedy babcia sobie radziła?
- Jak to? Musiała przecież chodzić do pracy, opiekować się rodzeństwem, i prababcią, chodziła pieszo wszędzie. 

piechotą....po całym Poznaniu.... !

Dom na Francuskiej opiszę w innym poście, póki co muszę poszukać dobrych zdjęć oraz ustalić parę ważniejszych szczegółów. Ciekawe opowieści o poznańskim domostwie, mieszczańskim, z tradycjami i podmiejsko-bamberskimi naleciałościami. 

Życzę wszystkim Wam na wiosnę dużo pozytywnego myślenia, i doceńmy to co posiadamy, w końcu wiosna powinna być czasem przemian na lepsze! :)



poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Początki ... co was czeka :)

Witajcie!


              Przychodzi czas kiedy trzeba zacząć nowy etap w życiu, brzmi to jak slogan ale okazuje się całkiem prawdziwe. Nie zmieniam całości - dodaje tylko nowość - czyli ten blog.


              Parę lat temu kiedy jeszcze żyła moja babcia, podczas kłótni z mamą odnośnie pochodzenia, kto uczył się francuskiego, czyj dziadek miał powóz i białe rękawiczki i kto właściwie był tym stangretem, uświadomiłem sobie że szlachectwo to nie do końca pochodzenie. To styl życia oraz (to co dla mnie najważniejsze) wartości które przekazujemy i które są obecne w naszej codzienności. Przeczytacie tu zarówno o tzw "lajfstajlu", remontach/aranżacjach domowych (na majątku:P), nowościach czytelniczych, historiach rodzinnych a także tradycjach wielu pokoleń, a nawet o moim ulubionym międzywojniu. 


              Jednakże żeby nie tworzyć takiej patetycznej atmosfery, pokażmy że przodkowie też umieli się bawić ;) zapraszam wszystkich do czytania i oglądania.